Sobota z Premiership

 

mu-liv

Po przerwie spowodowanej meczami reprezentacji piłkarze wracają na boiska ligowe. Już jutro zapraszamy na konkretną dawkę angielskiej piłki w najlepszym wydaniu. Przed nami trzy niezwykle interesująco zapowiadające się mecze.

13:45 EVERTON – CHELSEA

Konia z rzędem temu kto przewidział, że po pierwszych czterech kolejkach Chelsea będzie tracić do lidera aż 8 punktów. Na domiar złego tym liderem nie jest ktoś przypadkowy, kto prędzej czy później te punkty zacznie tracić, lecz Manchester City, czyli w opinii wielu główny rywal The Blues w walce o mistrzowskie laury. Stara piłkarska prawda uczy, że mistrzostwa we wrześniu nikt jeszcze nie wygrał, ale jeśli Chelsea myśli o zdobyciu tytułu to najwyższa pora się obudzić i zacząć regularnie wygrywać, bo kolejna strata punktów postawi ich w bardzo trudnej sytuacji, a rywalom zapewni spory komfort już na starcie rozgrywek. Everton to drużyna nieprzewidywalna i chimeryczna, ale na pewno na Goodison Park nikomu nie gra się łatwo. Tak czy inaczej, jeśli Chelsea chce potwierdzić swoje mistrzowskie aspiracje musi stamtąd wywieźć trzy punkty.

16:00 MANCHESTER CITY – CRYSTAL PALACE

Zaraz po zakończeniu starcia na Goodison Park, na murawę Selhurst Park wybiegną piłkarze lidera i wicelidera Premiership. O ile obecność gości na fotelu lidera nikogo zbytnio nie dziwi, tak druga pozycja Crystal Palace na pierwszy rzut oka może wydawać się pewną niespodzianką. Czy aby na pewno? Londyńczycy już w zeszłym sezonie pokazali, że mają bardzo ciekawą i niebezpieczną dla każdego ekipę, która potrafi grać w piłkę. Potwierdzają to także na starcie nowych rozgrywek, o czym boleśnie przekonała się Chelsea. Faworytem oczywiście są The Citizens, którzy znakomicie rozpoczęli sezon zdobywając komplet punktów w czterech pierwszych kolejkach, na pewno jednak nie mogą lekceważyć gospodarzy.

18:30 MANCHESTER UNITED – LIVERPOOL

Na deser przeniesiemy się na Old Trafford i zobaczymy hit 5. kolejki spotkań. Nie da się ukryć, że mecze MU z Liverpoolem ostatnimi laty straciły nieco blasku, obaj wielcy rywale raczej osłabili swoją pozycję w hierarchii klubów Premiership, a po boisku nie biegają już Gerrard i Giggs. Jednak ten mecz ma w sobie coś wyjątkowego, coś czego nie mają w sobie inne angielskie klasyki i zawsze będzie elektryzował kibiców na całym świecie, bez względu na ligową pozycję obu klubów. Jaki tym razem będzie wynik tej rywalizacji? Jakiekolwiek prób przewidzenia rozwoju wypadków przypominają wróżenie z fusów. Wspólnym mianownikiem jest nie tylko identyczny dorobek punktowy, ale także niewielka liczba bramek padająca w meczach z udziałem Czerwonych Diabłów i The Reds. Miejmy jednak nadzieję, że podczas jutrzejszego meczu piłkarze obu drużyn znacząco poprawią swoją skuteczność pod bramką rywali i zobaczymy kilka efektownych goli.